Tajlandia Damnoen Saduak – Floatin Market

Tajlandia Damnoen Saduak – Floatin Market

Aby odpoczęć od zgiełku miasta wybraliśmy się różową taksówką na wycieczkę poza miasto. Zatrzymaliśmy się w miejscowości  Damnoen Saduak gdzie wąskie wodne kanały prowadziły do  Floating market targu  na wodzie. Wynajęliśmy niewielką drewnianą łódkę z silnikiem spalinowym i przewodnikiem. Płynęliśmy śmierdząca rzeką około półtorej godziny zanim dotarliśmy na miejsce. Fetor był  nieprawdopodobny! Mijaliśmy niewielkie domy w których mieszkali Tajowie. Kąpali się w śmierdzącej rzecze, załatwiali swoje fizjologiczne potrzeby, prali, myli zęby, zmywali naczynia i gotowali. Robili wszystko to od czego Europejczyk by umarł 😉 Mijaliśmy niesamowicie duże drzewa, które rosły po obu stronach kanału. Palmy, bananowce, kapliczki z darami i psy, które leniwie wylegiwały się na pomostach. Kiedy dotarliśmy na miejsce zobaczyłam kobiety  w dużych słomianych kapeluszach. Ze swoich małych drewnianych łódek sprzedawały różne produkty oraz gotowały na nich posiłki. Przemieszczały się po kanale z niebywałą lekkością i łatwością.  Jakże różniło się to miejsce od tych, które widziałam do tej pory. Handel, który kwitł na wodzie niebywałe! Już nie czuliśmy nieprzyjemnego zapachu wody.  Skoncentrowaliśmy się na tym co oferował wodny market. Kupiliśmy dwa kokosy i kilka pamiątek. Płynęliśmy dalej wąskimi kanałami do miejsca, gdzie opiekowano się słoniami. Zacumowaliśmy łódź przy drewnianym pomoście i dalej poszliśmy pieszo wgłąb dżungli. Bardzo się cieszyłam, że założyłam zakryte buty za kostkę. Słonie były piękne, olbrzymie i chropowate w dotyku. Miały niezwykłe duże oczy z długimi rzęsami.  Kupiliśmy dla nich kilka owoców i wdrapaliśmy się na grzbiet jednego z nich. Siedząc wygodnie w czymś co przypominało bambusowe fotele pod opieką przewodnika ruszyliśmy w stronę dżungli. Pierwszy raz w życiu jeździłam na słoniu. Nie wiem czy mi się podobało bo martwiłam się, że słoń cierpi, że jesteśmy za ciężcy… Nasz przewodnik twierdził, że wcale tak nie jest, że bardzo dbają o swoje zwierzęta i je kochają… To zaskakujące ponieważ pod koniec wycieczki chciał nam sprzedać ozdoby z kości słoniowej i perły.  Byłam zła i od razu pożałowałam, że zdecydowałam się na tą przejażdżkę. Kolejnym miejscem w jakim się zatrzymaliśmy na dłużej był kompleks świątynny, którym opiekowali się mnisi. Ubrani w pomarańczowe szaty i z ogolonymi głowami siedzieli tu i tam obserwując przy tym turystów. Ich twarze były nieprzenikliwe. Podejrzewam, że nie byli zadowoleni z obecności obcych ludzi, ale to dzięki nim mogli spokojnie egzystować. Każdy turysta zostawiał w tym miejscu drobne datki. Przy każdym z zabytków, a było ich sporo stała specjalna puszka z napisem TIPS. Na niewielkim patio w cieniu drzew odpoczywała niewielka gromadka psów. Cieszyłam się, że nikt ich nie przepędzał. Podejrzewam, że towarzyszyły mnichom w codziennym życiu. Kiedy podeszliśmy do miejsca gdzie stało kilka buddyjskich posagów przy specjalnym drewnianym stole w różnych naczyniach leżały różne przedmioty. Na jednym z talerzy zobaczyłam dwa drewniane niewielkie półksiężyce. Z jednej strony pomalowane na czerwono, a z drugiej pozostawiono naturalny drewniany kolor. Nazywały się ustami buddy i w jego imieniu miały przemówić. Trzeba było pomyśleć życzenie i rzucić je na ziemię. Jeżeli dwa ułożyły się czerwoną strona do góry to oznaczało, że marzenie się spełni. Na kolejnym talerzu leżały małe zawiniątka. Coś co przypominało bibułkę, a do niej przyczepione kawałki złota.  Za niewielką opłatą wybrałam jeden papierek.  Nie wiedziałam co z nim zrobić? Podeszłam do mnicha siedzącego obok i pokazałam zawiniątko. Skrupulatnie i cierpliwie tłumaczył, że należy owe złotko delikatnie odczepić i przykleić do buddy. Podczas kiedy budda stawał się piękniejszy i bardziej ozłocony w naszej głowie powinno zrodzić się marzenie. Dzięki temu zabiegowi mieliśmy stuprocentowa pewność , że się spełni 😉 Nieopodal tego miejsca stał niewielka świątynia z kolorowym bogato ozdobionym dachem. W środku na czerwonym całunie w centralnej części budynku stała okazała rzeźba Buddy. W momencie kiedy przekroczyliśmy próg świątyni i zapaliliśmy kadzidła zaczęły bić dzwony. To idealne zakończenie naszej niezwykłej wycieczki 😉

 

 IMG_0133

IMG_0134

IMG_0137

IMG_0144

IMG_0149

IMG_0157

IMG_0171

IMG_0175

IMG_0181

IMG_0185

IMG_0187

IMG_0188

IMG_0189

IMG_0191

IMG_0195

IMG_0196

IMG_0197

IMG_0203

IMG_0206

IMG_0207

IMG_0208

IMG_0209

IMG_0210

IMG_0211

IMG_0215

IMG_0216

IMG_0219

IMG_0221

IMG_0222

IMG_0223

IMG_0224

IMG_0231

IMG_0266

By |2018-01-03T12:30:15+00:00Wrzesień 20th, 2012|Podróże|1 komentarz

Autor:

1 komenarz

  1. kalinkokin 9 grudnia, 2014 w 16:13 - Odpowiedz

    byłem w Tajlandii dawno ,dawno temu ..Twoja relacja i ślicznie zrobione zdjęcia przypomniały mi dawne czasy …Ketut dobrze,ze prowadzisz taki blog , to miód na serce ludzi …!podziękowania od całej naszej rodziny

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.