Indonezja Jawa – Podróż do Pangandaran ;-)

Indonezja Jawa – Podróż do Pangandaran ;-)

11 września wstaliśmy o świcie, po szybkiej kąpieli i smacznym śniadaniu udaliśmy się na dworzec kolejowy. O 8:00 mieliśmy pociąg z Yogyakarty do Banjar. Dzień wcześniej kupiliśmy bilety w biznes klasie  190.000 rupii za jedną osobę. Na dworcu kolejowym zjawiliśmy się przed czasem. Mnóstwo ludzi czekało na pociąg. Peron był mały, ale komfortowy. Kiedy ogłoszono przez megafon przyjazd naszego pociągu tłum ludzi ustawił się na peronie, a mili panowie podstawili schody. Tak dokładnie to nie przejęzyczenie specjalnie do tego zatrudnieni mężczyźni przynieśli metalowe stopnie, aby można było po nich wejść oraz wyjść z pociągu.  Podroż miała  trwać cztery godziny. Pociąg nie był nowy, ale bardzo komfortowy. Dostaliśmy niebieskie małe poduszki w białych pokrowcach. Podejrzewam, że nie byliśmy pierwszymi osobami, które miały z nich skorzystać 😉 Ale doceniamy starania kolei. Klimatyzacja przyjemnie chłodziła powietrze i tworzyła izolację od upalnego dnia na zewnątrz. Kiedy ruszyliśmy ze stacji kolejowej do przedziału wszedł Pan konduktor ubrany w granatowy strój. Zaraz zanim szedł człowiek i sprawdzał listę obecności pasażerów. Po kolei odhaczał nazwiska osób siedzących w przedziale. Zaraz za nimi szedł kucharz i rozdawał menu. Każdy mógł zamówić odpłatnie obiad. W śród propozycji były zupki instant pikantne lub nie, z kurczakiem, lub krewetkami. Z bardziej zdrowych rzeczy szef kuchni polecał ryż z jajkiem sadzonym i warzywami. Posiłki przynoszono do przedziału na fajansowych talerzach z metalowymi sztućcami. Kiedy wszyscy byli już najedzeni i zadowoleni wsuwali brudne naczynia pod poprzedzające siedzenia.

Za oknem majaczyły się zielone pola ryżowe, małe miasteczka pojawiały się i znikały. Domy pokryte czerwoną dachówką wyłaniały się spośród bujnej roślinności. Co jakiś czas pociąg zatrzymywał się na stacji kolejowej aby zabrać nowych i pożegnać starych pasażerów.
Po czterech godzinach spędzonych w pociągu dotarliśmy do celu. Ciężka maszyna zatrzyma się na  stacji kolejowej Banjar. Kilku Panów przyniosło metalowe schodni i pomogło nam wysiąść. Dworzec był maleńki jakby zapomniany przez wszystkich. Kilka metalowych ławek wypełniało niewielką poczekalnię. Stary  zegar zawieszony na ścianie odmierzał upływający czas. Taxi, taxi usłyszeliśmy wołanie. Spocony leciwy Pan biegł w naszą stronę.  Taxi, taxi powtarzał w kółko. Nie dziękuję odpowiedzieliśmy i odeszliśmy w stronę czegoś co przypominało dworzec autobusowy.  Byliśmy jedynymi europejczykami, którzy wysiedli z pociągu i jak się później okazało jednymi z nielicznych w miejscowości Pangandaran.

Kupiliśmy bilety powrotne do Yogyakarty  i dalej pojechaliśmy rozklekotanym busem do Pangandaran. Podróż
bemo (lokalny bus) była bardzo męcząca, upał, kurz oraz dziury w drodze wydłużyły naszą podróż z półtorej godziny do trzech. Szczęśliwie dojechaliśmy do hotelu, który zarezerwowaliśmy jeszcze w Polsce Nyiur Indah Beach Hotel. Szerokim uśmiechem powitał nas właściciel hotelu. Uścisnął nasze dłonie i zaprowadził do pokoju.  Nie chciał od nas żadnych dokumentów. W świecie biurokracji to prawdziwe zaskoczenie. Pokój był duży i bardzo wygodny. Ściany pomalowano na biało, a nad łóżkiem zawieszono kolorowy obraz. W okno wstawiono drewniane rolety, które skutecznie odgradzały nas od patio. Mieliśmy swoje prywatne wyjście na taras z wygodna kanapą i stolikiem. Kiedy powiedzieliśmy, ze pokój nam się podoba uśmiechnięty Pan zaprosił nas do recepcji gdzie czekał na nas iście królewski poczęstunek. Świeże soki z mango oraz guawy, owoce, placki z bananami oraz frytki z dyni;-)

Podeszliśmy do miłego właściciela hotelu i mówimy:

– Przepraszam Pana, ale my zapłaciliśmy tylko za śniadania,

– Tak wiem, ale to wszystko przygotowaliśmy dla Was, abyście dobrze czuli się w naszym hotelu. Odpowiedział miły Pan i zaprosił do stolika. Nigdy wcześniej nawet w najlepszych pięciogwiazdkowych hotelach nie spotkaliśmy się z takim ciepłym i serdecznym powitaniem;-) Okazało się, że takie uczty czekały na nas każdego dnia rano, wieczorem i w południe. Jak tylko ktoś z obsługi widział, że wracamy biegł do nas z tacą świeżo usmażonych placków z bananami, albo innymi smakołykami. Na naszym stoliku zawsze czekała na nas miska wypełniona orzeszkami ziemnymi. Jak się później okazało byliśmy jedynymi europejczykami w miejscowości Pangandaran i okolicy. Dbali o nas jak o parę sławnych aktorów którymi przecież nie byliśmy….

IMG_3965 (Kopiowanie)

IMG_3968 (Kopiowanie)

IMG_3977 (Kopiowanie)

IMG_3984 (Kopiowanie)

IMG_3997 (Kopiowanie)

IMG_4001 (Kopiowanie)

IMG_4003 (Kopiowanie)

IMG_4007 (Kopiowanie)

IMG_4012 (Kopiowanie) IMG_4017 (Kopiowanie)

IMG_4019 (Kopiowanie)

IMG_4020 (Kopiowanie)

IMG_4024 (Kopiowanie)

IMG_4025 (Kopiowanie)

IMG_4026 (Kopiowanie)

IMG_4028 (Kopiowanie)

IMG_4036 (Kopiowanie)

IMG_4523 (Kopiowanie)

IMG_4697 (Kopiowanie)

IMG_4751

By |2017-12-13T16:19:19+00:00Wrzesień 28th, 2013|Podróże|2 komentarze

Autor:

2 komentarze

  1. Ewa z Katowic 29 września, 2013 w 13:02 - Odpowiedz

    podziwiam piękne zdjęcia z tubylcami, a opis Twojej podróży bardzo przybliża ten kraj ,może następnym razem wybiorę się tam z mężem na wakacje

    • Ketut 29 września, 2013 w 14:00 - Odpowiedz

      Bardzo polecamy to miejsce na urlop.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.