Indonezja Bali Ubud – Ketut Liyer, see you later alligator ;))

Indonezja Bali Ubud – Ketut Liyer, see you later alligator ;))

Magiczne spotkanie z Ketut Liyera 😉

Jedziemy do Ubud miejsca gdzie według książki “Jedz, módl się, kochaj” Elizabet Gilbart mieszka Ketut Liyer szaman, uzdrowiciel. Odkąd zaplanowaliśmy naszą podróż na Bali  marzyłam o tym, aby go poznać. Zaczęłam szukać informacji na jego temat w internecie.  Okazało się, że książka i film zadziałały jak najlepsza reklama. Kobiety z całego świata zaczęły tłumnie odwiedzać Ketuta. Indonezyjczycy zrobili z tego biznes. Oferując wycieczki do Ubud za horrendalne kwoty. Nieświadome turystki były skłonne zapłacić każdą cenę, aby Ketut przepowiedział im przyszłość. Przeczytałam również, że czas oczekiwania na wizytę może trwać od kilku do kilkunastu godzin. Kobiety czekają w upale pod niewielkim zadaszeniem. Moje szanse na poznanie szamana zmalały. Bardzo  mnie to zmartwiło. Zwłaszcza, że moja przyjaciółka poprosiła mnie, abym porozmawiała z nim również w jej sprawie ;-). Zadzwoniłam do niej:

-A jak mi się nie uda go odnaleźć i poznać?

– Uda Ci się. Zawsze jak sobie coś wymarzysz i zaplanujesz  to się spełnia!

– A jak tam dotrę i będzie mnóstwo ludzi i zabraknie czasu, aby mnie przyjął. To czy jak postoję przy ogrodzeniu to będzie miało jakąś moc?

– Będzie miało i to ogromną. Bo przecież nikt z moich znajomych nie dotarł tak daleko jak Ty…..

Zawsze mogę liczyć na jej wsparcie. Dlatego tym bardziej nie mogłam jej zawieść. Chciałam, aby spełniło się również jej marzenie. Odkładałam wizytę w Ubud na później. Zdążyliśmy już ponurkować i trochę pozwiedzać. Bałam się chyba porażki i rozczarowania. Któregoś dnia rano powiedziałam do mojego męża jedziemy do Ubud do Ketuta. Zamówiliśmy taxi ustaliliśmy cenę i pojechaliśmy. Nie zapisałam adresu ponieważ myślałam, że jak powiem kierowcy, żeby nas zawiózł do Ketuta Liyera to nas zawiezie. Byłam jednak w ogromnym błędzie. Ponieważ imię Ketut na Bali to jak Kowalski w Polsce. Nie mogłam uwierzyć, że kierowca nie wie gdzie to jest. Poprosiłam, aby zawiózł nas do centru Ubut, a tam dalej zapytamy innych taksówkarzy. Plan był dobry i się sprawdził. Jeden z lokalnych kierowców wskazał nam drogę. Moje serce waliło jakby miało wyskoczyć z piersi. Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Zaraz zobaczę dom Ketuta. Dojechaliśmy na miejsce. Od razu rozpoznałam biało zielony szyld ten, który widziałam na zdjęciach w internecie. Duże drukowane litery KETUT LIYERS i mury ogrodzenia. Było bardzo cicho i potwornie gorąco. Na ulicy nikogo nie było. Zaczęłam się zastanawiać gdzie są te tłumy o których czytałam w internecie. Pomyślałam sobie, że z pewnością wszyscy są w środku. Wejść czy nie wejść. Metalowa furtka była uchylona. Powoli nieufnie jak szaro bure koty zajrzeliśmy do środka. Tak, aby zobaczyć czy nam nic nie grozi, albo inaczej jak europejczycy, którzy zawsze się zastanawiają czy coś wypada czy też nie. Ciekawość był tak silna, że przekroczyliśmy próg furtki. Zobaczyliśmy piękne kwiaty w donicach. Moje ulubione storczyki, drzewa i inne gatunki roślin, których nie znałam. Było tak cicho i spokojnie. Brakowało tylko wróżek, które latałyby i magiczną różdżką rozwijały pąki kwiatów. Po lewej stronie stały niskie budynki, a po środku siedział On Ketut Liyera i uśmiechał się do nas. Trzymał się za kolano i odpoczywał w cieniu baldachimu. Ubrany był w niebieską długą koszulkę polo i tradycyjne pareo zawiązane na biodrach, a na szyi sznur brązowych  korali. Był bardzo leciwy i wyglądał na zmęczonego. Na jego czole pojawiły się krople potu, a twarz pokrywało milion zmarszczek. Po jego lewej stronie siedziała kobieta i obserwowała nas z delikatnym uśmiechem. Nie było turystów, tylko Ketut tak jakby czekał specjalnie na nas. Nie mogłam przestać się uśmiechać. Milion myśli przepłynęło przez moją głowę. Wszystko było takie idealne, takie zwyczajne nie wymuszone. Skinieniem ręki zaprosił nas do siebie. I zapytał:

– Skąd jesteście

–  Z Polski

– To bardzo daleko

– Tak to prawda

– Jesteście tacy uśmiechnięci i szczęśliwi

– Dlatego, że jesteśmy tutaj i możemy Ciebie poznać

– Jesteś bardzo ładna

– Dziękuję

– To twój mąż?

– Tak to mój mąż

Poprosił, abym usiadła przy nim  i wziął moją dłoń. Po krótkiej chwili powiedział, że będę bardzo długo żyła i mam bardzo dobrego męża. Dodał również, że będziemy podróżowali. Mówił jeszcze długo, ale chyba nie słyszałam słów. Myślałam, że zemdleję.  Chciałam, aby czas się zatrzymał, a ja razem z nim. Aby ta chwila trwała wiecznie. To jak magia, której doświadczałam. W pewniej chwili usłyszałam jego głos, który wyrwał mnie z zamyślenia. Wstał i powiedział, żebyśmy wzięli numerki, które wiszą po lewej stronie na kołku. Przygotuje się i po kolei nas przyjmie, aby zbadać i uzdrowić nasze ciała i dusze. Podziękowaliśmy i powiedzieliśmy, że przyjechaliśmy po to, aby go poznać, a nie korzystać z uzdrawiających mocy i że to jest da nas najważniejsze. Zdziwił się i uśmiechnął. Zaprowadził nas do miejsca, gdzie na ścianie wisiało wyblakłe zdjęcie Juli Roberts i powiedział:

– To Julia Roberts zagrała w filmie o mnie.

– Wiemy dlatego tu jesteśmy odpowiedziałam. Czytaliśmy książkę i oglądaliśmy film.

Był bardzo szczęśliwy. Zapytaliśmy się czy możemy zrobić sobie z nim zdjęcie. Odpowiedział, że z przyjemnością. Założył na głowę tradycyjną chustę i zaczął pozować. Chciał zobaczyć zdjęcia. Czy oby na pewno widać ząb, który wystaje. Na koniec spotkania uścisnął nasze dłonie i powiedział:See you leter aligator;-) Zdanie, które milion razy przewijało się w książce, a później w filmie. Pomyślałam to jest On. Prawdziwy Ketut 😉

Kiedy wychodziliśmy nie wiadomo skąd pojawił się młody człowiek i poprosił o opłatę. Chyba nas to nie zdziwiło bo byliśmy nieopalonymi turystami. Czyli idealnymi nieświadomymi osobami, potencjalnymi ofiarami przemysłu turystycznego. Powiedzieliśmy, że przylecieliśmy, aby poznać Ketuta, a nie korzystać z jego wiedzy i uzdrawiania. Czy to też podlega opłacie? Odpowiedział, że tak. W takim razie wyjęliśmy niewielką kwotę i wsunęliśmy w dłoń Ketuta. Zrobiło nam się trochę przykro, ale przecież ten świat jest tak skonstruowany, że najważniejsze są pieniądze……

Ketut, pomachał nam na pożegnanie i uśmiechnął się. Było mi go trochę szkoda. Zrobił się z tego pewien rodzaj biznesu. Zastanawiałam się na ile ten biedny stary człowiek bez zębów zdaje sobie z tego sprawę??? Jak wielką rolę odgrywa w tym całym zamieszaniu?

Jedno jest pewne wracałam do hotelu nie dotykając stopami ziemi. Chciałam krzyczeć z radości i dzwonić do Polski. Powstrzymał mnie mój mąż uświadamiając mi, że w Polsce jest 2 nad ranem i wszyscy śpią………….

1

2

3

4

5

6

7

 

By |2017-12-15T17:25:09+00:00Marzec 1st, 2013|Bali, Podróże|4 komentarze

Autor:

4 komentarze

  1. ewa juriewicz 28 września, 2013 w 16:24 - Odpowiedz

    Bali to magiczna wyspa.Chyba każdy człowiek , który lubi zwiedzać obce zakątki świata chciałby ją zobaczyć… a jeszcze dodatkowo zaliczyć spotkanie z Ketutem, to już graniczy z magią ,zapewne umówienie się na takie spotkanie wymaga dużo zachodu i dużo szczęścia …gratuluję!

    • Ketut 2 października, 2013 w 11:31 - Odpowiedz

      Nigdy nie zapomnimy wyspy Bali i spotkania z Ketutem. Spełnienie marzeń;-)))) Polecamy każdemu, aby doświadczył tego co my….

  2. Małgosia Nizińska 7 października, 2013 w 12:01 - Odpowiedz

    Tak wspamiale było słuchać o Twoim spotkaniu z Ketutem .Spełnło się Twoje marzenie. To wspaniała chwila i z pewnością nie zapomisz jej nigdy! Dla takich wchwil warto żyć. Zyczę Ci samych takich chwil a my czekamy na fotorelacje!

  3. Ketut 7 października, 2013 w 13:38 - Odpowiedz

    Dziękuję za miłe słowa;-) tak jak napisałaś spełniło się moje marzenie. Oby więcej takich chwil w życiu… Wszystkim tego życzę z całego serca..;-)

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.